AKTUALNOŚCI
« powrót
Polskie dziewczyny a polityka pieniężna Unii Europejskiej
13 VI 2009, 13:50:18
Polskie dziewczyny okazały się po wstąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej, najbardziej pożądanymi kandydatkami na żony wśród obywateli „Starej” Unii. Niemcy, Francuzi, Włosi i Anglicy, nagle zapragnęli wiązać się z Polkami. Doszło nawet do tego, że wśród tych europejskich polityków, którzy obawiali się „awanturniczej” Polski w strukturze Europy, zaczął krążyć dowcip, że Polacy znaleźli sposób, żeby rozsadzić Unię od środka. Zamiast awantur i demonstrowania swojego znaczenia w Europie, polscy politycy mieli nakłonić Polki do zmasowanego „ataku” na Europejczyków.
Mnie osobiście w ogóle nie dziwi fakt, że nasi zachodni, bliżsi i dalsi sąsiedzi, zapragnęli ożenku z Polkami, które przecież nie mają sobie równych. Dziwi mnie jednak fakt, że nieprzerwanie rośnie od 2004 roku poparcie Polaków dla obecności Polski w UE. Rośnie bowiem zadowolenie zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn. Nie wiem dlaczego emigracja „polskich żon” nie zaniepokoiła męskiej części społeczeństwa. Panowie – dziewczyny wolą Niemca!!!
Można by teraz oskarżyć Polki, że są materialistkami i wybierają – co tu kryć – bogatszych od nas, europejskich kawalerów (również tych z odzysku). Można by też oskarżyć Polaków, że zamiast w obronie swoich kobiet zdecydowanie wyrzec się Unii, skusili się na strumień funduszy strukturalnych, który pozwala im prowadzić interesy i gromadzić bogactwa. Jeśli spojrzeć w ten sposób, to można uznać, że każdy ma w tym swój interes. Jednak czy to ma znaczenie? Czy ten odsetek polskich pań, które wyemigrowały do zachodnich kawalerów, spowoduje jakieś znaczące zmiany w Polsce na lepsze lub na gorsze? Oczywiście nie. Poza tym, mam wrażenie, że znaczna część pań powróci. Anglik jest przecież zbyt flegmatyczny, Francuz nie naprawi kranu, Włoch nigdy się nie ustatkuje, a Szwed, choć całkiem w porządku, to mówi językiem, którego nie da się nauczyć. Pozostaje jedynie stateczny i solidny Niemiec. No ale drogie panie – Niemiec???!!! Zresztą nieważne.
Trzeba się skupić na tym, co w Europie najważniejsze. Jeśli tak, to niestety nie są to ani fundusze strukturalne, ani polityka spójności, ani swobodny przepływ ludzi. Najważniejsze jest coś zupełnie innego – polityka monetarna (pieniężna) Unii Europejskiej. To właśnie troska o politykę monetarną spędza mi sen z powiek, kiedy analizuję wyniki wyborów do parlamentu europejskiego. A tu same smutki. Pierwszy smutek, to frekwencja w wyborach. Znów mniejszość narzuciła większości swoją wolę. Około 25% uprawnionych oddało głos. To zdecydowanie zbyt mało, ale nie będę tego komentował, bowiem robią to wciąż na okrągło wielkie autorytety, a efekt jest niewielki.
Drugi smutek dotyczy natomiast samych wyników wyborów. Oglądam wciąż zestawienia i wykresy prezentowane w rozmaitych mediach i zastanawiam się, co to za wybory miały miejsce. Okazuje się bowiem, że słupki pokazujące wyniki wyborów do europarlamentu są bliźniaczo podobne do słupków obrazujących poparcie dla partii politycznych w Polsce. Platforma 50%, PiS 30%, lewica 10%, a PSL 5%. Reszta rozproszona. Taki układ procentowy poparcia ulega zachwianiu, jeśli rozpatrywać wyborców powyżej 60. roku życia oraz wyborców mieszkających na wsi. Wówczas PIS i Platforma mają poparcie na tym samym poziomie.i
Smutne jest to, że wyborcy wyrazili wolę wyboru europosłów kierując się przynależnością partyjną kandydatów. Dokonaliśmy wyboru politycznego, a nie merytorycznego. Czym to grozi? Otóż grozi to brakiem wpływu na ekonomię Unii Europejskiej. A wszystkiemu winna jest polityka monetarna. Polityka monetarna ma za zadanie kształtowanie wielkości podaży pieniądza w gospodarce. Pieniądz znajduje się w nieustannym obiegu pomiędzy rynkiem dóbr a systemem bankowym. Przepływ pieniądza jest kontrolowany i sterowany przez bank centralny. Można wręcz przyrównać bank centralny do „zaworu”, który można odkręcać lub zakręcać. Odkręcenie tego „zaworu” powoduje, że na rynek trafia więcej pieniądza. Kiedy gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa, czyli uczestnicy rynku, dysponują większą ilością pieniądza, wówczas rośnie popyt konsumpcyjny oraz inwestycyjny. Rosnący popyt pobudza gospodarkę do rozwoju. Zakręcanie „zaworu” wyzwala mechanizm odwrotny, pieniądz zostaje zatrzymany w systemie bankowym, popyt maleje, a gospodarka ulega „schłodzeniu”.
Mechanizm polityki pieniężnej determinuje długofalowy wzrost gospodarczy. Cała reszta ma nieporównywalnie mniejsze znaczenie. System podatkowy, normy unijne, fundusze strukturalne – nie mają tak silnego przełożenia na gospodarkę, jak wspomniana wyżej polityka monetarna. Możemy pisać o Polkach, które emigrują, możemy rozmawiać o polityce regionalnej Unii. Jest tak wiele zdawałoby się ważnych tematów związanych ze Wspólnotą Europejską. Niestety – przepraszam szanowne panie, przepraszam fundusze, podatki i normy. Poza polityką monetarną, w gospodarce praktycznie nic się nie liczy. Niestety nie słyszałem zbyt wiele na temat polityki pieniężnej z ust kandydatów na europosłów.
Polityka pieniężna ma ogromne znaczenie zarówno w skali pojedynczego kraju, jak i w skali całej Unii Europejskiej. Idąc do wyborów parlamentarnych w Polsce, liczymy na to, że wybierzemy partię, która stworzy skuteczny rząd, a ludziom będzie żyło się dostatnio. Niestety niezależnie od tego, czy wybierzemy rząd prawicowy czy lewicowy, to jak będzie nam się żyło, zależy przede wszystkim od tego, kto trzyma rękę na „zaworze” w banku centralnym.
Pojawienie się europejskiego banku centralnego powoduje, że banki centralne państw członkowskich UE będą miały w coraz większym stopniu narzuconą politykę monetarną. Warto by więc wiedzieć, co wybierani przez nas kandydaci na posłów do parlamentu europejskiego sądzą na temat polityki pieniężnej. No i tu właśnie ten cały smutek. Nie wiem, na ile wyborcy zainteresowali się poglądami kandydatów na temat obiegu pieniądza. Kiedy patrzę na nowo wybranych posłów, chociażby tych najbardziej znanych, to nie przypominam sobie, żeby często wypowiadali się na temat polityki pieniężnej. Słyszałem natomiast z ich ust wiele poglądów na temat wartości, podniosłych idei oraz o wyższości prawej strony nad lewą i odwrotnie.
Ja wiem, że Polska wnosi do Unii ważne wartości. Chcę jednak, żeby ci, którzy reprezentują nas w tym wielkim kraju, jakim jest Europa, mieli zdecydowane i określone poglądy ekonomiczne. Chcę też, żeby wyborcy mieli świadomość, że stawiając na fachowców, będziemy mieli wpływ na ekonomię kraju, który jest zlepkiem wielu państw. Pomimo wielkich idei łączenia się, silne kraje Unii chcą realizować swoje interesy. My możemy realizować nasze interesy. Wiem, że parlament, to miejsce dla przedstawicieli całego narodu i powinni nas reprezentować różni ludzie. Pamiętajmy jednak, że oprócz kwiaciarki i nauczyciela matematyki, trzeba wybierać ekonomistów. Słuchajmy więc, jak nasi kandydaci widzą przyszłość naszych portfeli, nie patrzmy na to, czy są z lewej czy z prawej strony. Jak zadbamy o nasze portfele, to znajdą się pieniądze na kulturę, sztukę, edukację i wiele innych wartości. Słowami naszych polityków nie zbudujemy dobrobytu, ale obecnością naszych fachowców w Brukseli, możemy to zrobić. Przyglądajmy się naszym kandydatom bardziej niż będącym na świeczniku szefom ich ugrupowań.
Mam nadzieje, że świadomość konieczności dbania o gospodarkę Unii będzie rosła. Widzę to wyraźnie wśród studentów Wydziału Zamiejscowego w Konie AHE w Łodzi, z którymi często dyskutuję na wykładach na temat oblicza gospodarki. Mam nadzieję, drodzy Studenci, że tak, jak chętnie rozmawiacie ze mną o ekonomii w Uczelni, tak chętnie rozmawiacie w domach, w pracy, ze znajomymi. Dbajmy o rozwój gospodarczy, no i oczywiście o nasze panie, bo Niemcy tuż tuż.
Dr Łukasz Prysiński – ekonomista
1http://www.tvn24.pl/0,10455,0,1,raport.html, data pobrania - 10.06.2009
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy








