AKTUALNOŚCI
« powrót
Stara miłość nie rdzewieje?
17 VI 2009, 12:05:16
Oto do czego może doprowadzić internetowy romans – powiedziała moja koleżanka Zofia, pokazując pozew rozwodowy. Szczęśliwa zdawałoby się rodzina zmierza ku końcowi na skutek wirtualnych randek i słodkich maili, przesyłanych przez małżonka Zofii (imię na prośbę bohaterki zmieniłam) swojej pierwszej miłości.
To przykład, jakich wiele. Ogólnodostępny Internet, portale społecznościowe, serwisy randkowe powodują, że flirt jest w zasięgu ręki i aż kusi łatwym dostępem. Szczególnie atrakcyjny jest zaś wtedy, kiedy żona spowszedniała, a o serca drżenie przyprawia zdjęcie licealnej miłości. Lata zapomnienia, niebytu tej znajomości jakby idą w niepamięć, podobnie jak w mrokach zapomnienia skrywa się informacje o dzieciach i latach przeżytych z żoną. Za to na portalu pojawiają się starannie wybrane zdjęcia z wczasów w Egipcie, w stroju płetwonurka, w eleganckiej restauracji... I komentarz – oto moje życie... Nawet, jeśli to nie jest jego życie, nawet, jeśli strój do nurkowania włożył tylko raz dla potrzeb zdjęcia.
Zofia miała dość czytania – cudzej zresztą, bo prowadzonej przez męża - korespondencji o tym, jaka „ta druga” jest cudowna, a ona beznadziejna, brzydka, mało pociągająca... Najpierw biła się z myślami, czy wyznać, że sprawdza jego skrzynkę. Po kilkudziesięciu nocach przepłakanych w samotności uznała, że powinna sprawę wyjaśnić. Trudno tak 10 wspólnie przeżytych lat wyrzucić do kosza. Tym bardziej, że przeżytych po latach szalonego narzeczeństwa, gdzie nikt inny się dla nich nie liczył. Czy osobisty małżonek „poczęstował” ją skruchą? Nie, wyliczył wszystkie - jego zdaniem - wady i słabe strony, nie przebierając w słowach poinformował o upojnych randkach ze swoją pierwszą dziewczyną. Nie wytłumaczył, skąd potrzeba flirtu i co między nim a Zofią było nie tak. Zakończył rozmowę żądaniami finansowymi. Sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Para – niegdyś zgrana i szczęśliwa – zacznie patrzeć w różnych kierunkach. Tylko dzieci i teściowie nie mogą zrozumieć, „o co chodzi w tej miłości”.
Znany terapeuta Andrzej Wiśniewski w książce-dialogu napisanej wspólnie z Katarzyną Grocholą pt. „Związki i rozwiązki miłosne” powiedział tak o kryzysach w związkach „...małżeństwo tak naprawdę toczy się o kryzysu do kryzysu. Jeden z terapeutów rodzinnych określił to tak: ” W małżeństwie po tygodniu jest wystarczająca ilość powodów, żeby się rozstać, ale ważne jest, żeby szukać powodów, dla których chcemy ze sobą być” (str. 123). Tyle, że „do tanga trzeba dwojga”.
Jeśli zainteresowała Was ta historia, dzielcie się swoimi opiniami i spostrzeżeniami. Napiszcie, co sądzicie o internetowych pokusach.
adria
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy







